255

Nie mogę się oprzeć by nie mówić o tym jak bezsprzecznie pięknie wszystko się na mojej drodze układa. Jak ogromnie pragnę ziścić wszystkie plany i pozwolić aby wydarzył się ten zapowiadany dzień, jak bardzo chcę by był, a nie bywał. By wziął w ryzy moje życie, by pomógł mi kwitnąć.
Nie mogę zaprzeczać własnemu szczęściu. Wszystko co kiedyś wydawało mi się niedorzeczne dziś jest moją rzeczywistością. Nerwowe niegdyś gesty stały się naturalne.
Pokazał mi do tej pory tyle różnych odcieni szczęścia, tak jakby był w moim życiu od zawsze. Zabiera mnie w miejsca, w których nie byłam, obiecuje mi rzeczy, które wydają się nieprawdopodobne.
Kocham go, ufam mu, chcę uszczęśliwiać. I nie potrafię go zasmucać. Nie umiem niszczyć wilgotnego błysku źrenicy i zasnuwać ich smutkiem. Nic nie rani mnie bardziej niż ich widok.

Opublikowano Ogólna | Skomentuj

254

Mam żal do samej siebie, że tak mocno zaniedbałam uczelniane sprawy. Uległam złudzeniu, że wszystko „jakoś” będzie, że sobie poradzę bo zwykle mi się udawało.
Tymczasem jestem sobą mocno rozczarowana, te niewielkie sukcesy które udaje mi się osiągać zdają się być niczym wobec porażek jakie mi się przydarzyły.
Tracę wiarę. Być może wzięłam na siebie zbyt dużo, przeszacowałam własne możliwości.
Potykam się, bo prawdopodobnie nie jestem wystarczająco silna, zdolna i systematyczna by sobie poradzić. Mam ochotę rzucić tym wszystkim bo zawiodłam samą siebie.
Płaczę bo boję się, że rozczaruję wszystkich dookoła. Bo ciężko znieść zrezygnowane spojrzenia, milczące riposty i beznamiętne potakiwanie.

Opublikowano Ogólna | Skomentuj

253

Obawy parują z powierzchni mojej skóry. Znikają, delikatnie dotykiem po prostu mi je zabiera. Nużące jest powtarzanie jak bardzo jest niezwykle – ale tak właśnie jest. I chyba zawsze tak powinno być.
Nikt nie obudził we mnie do tej pory takich pragnień, takich zasobów pewności. Nikt nie zadawał aż tak bezpośrednich pytań i nie miał tyle odwagi by się nią ze mną podzielić.
Nikt nie sprawił bym spojrzała wraz z nim w tym samym kierunku, bym chciała wierzyć obietnicom.

Opublikowano Ogólna | Skomentuj

252

Niesamowicie wątła była pewność siebie, która przez chwilę posiadałam.
Kruszeje. Mimo chwil gdy czuję, że wyglądam dobrze.
Mimo paru skrawków koronek, o których nabycie nigdy bym się nie podejrzewała.
To jakoś mnie boli. To nastawienie, ta frustracja związana z brakiem jego osoby.
Boli mnie patrzenie w lustro. Bolą mnie słowa podszyte wątpliwościami.
I będą mnie te myśli powstrzymywać, będą pod skórą paliły w najgorszych możliwych momentach, będą wypełzać tuż przed oczy wtedy gdy najbardziej nie będę ich chciała.
Najboleśniejsza jest dziś myśl, że jestem po prostu kobietą, że pobudki dla jego gestów nie wynikają z poprawnych motywów.
Nienawidzę siebie coraz mocniej. Nienawidzę za bezmyślność, za zamieszanie jakie sama sobie czynię, za wszelkie krzywdy jakie jeszcze mu wyrządzę.
Ale najmocniej nienawidzę siebie za to, że przez mieszankę durnego strachu, wszystkich największych negatywów, doświadczeń, wspomnień i całego syfu jaki w sobie noszę, że  przez to go odtrącę wybierając stateczne lęki i jednostajną pustkę zamiast przebywania u boku człowieka, którego kocham i który już do tej pory pokazał mi tyle odcieni szczęścia.

Opublikowano Ogólna | Skomentuj

251

Nie umiem pamięcią wracać tak daleko wstecz by pamiętać życie bez niego.
Teraz już tylko te wspólne weekendy mają znaczenie, tylko one zaczęły się liczyć. Każdy inny powszedni dzień jest jakby za karę, każdą godzinę dzielącą mnie od weekendy cierpliwie minuta po minucie zabijam.

Docieram z łatwością do miejsc, które do niedawna wydawały się odległe i nieosiągalne. Chwilami obietnice nie wydają się straszne tak bardzo, wyobraźnia zaczyna mieścić coraz więcej wizji, którymi się żywię. Miłość stała się naturalna, dojrzewam do śmiałości w słowach i czynach. A jednak pod skórą parzy mnie lęk, że ta sielanka wkrótce się skończy, że rzeczywistość jest taflą kruchego lodu. Obawiam się, że te słodkie miesiące szybko przelecą mi przez palce, że niedorzecznie krótka chwila dzieli mnie od punktu, w którym
moje życie wróci do dawnego ładu.
Trwoży mnie. Choć nabieram przy nim pewności, to wciąż mam jej za mało by nie myśleć o tym, że jest dla mnie zbyt dobry, że jego obecność to za dużo szczęścia jak dla kogoś takiego jak ja.
Obawiam się, że dostrzeże w końcu jak bardzo jestem wadliwa. Jak wiele mam braków, jak niedoskonałe jest moje ciało i jak dużo we mnie różnorakich lęków.

Za każdym razem wielokrotnie bardziej niż mój dotyka mnie jego podły nastrój. Bolą mnie momenty, w których jestem bezradna i nie mogę nic zrobić by ulżyć mu w tym jak ciężka jest codzienność.

Opublikowano Ogólna | Skomentuj