09

Kończę dziś (tj 29.06) 16 lat. W moim życiorysie w rubryce 'życie prywatne' wciąż pustki.
Biorąc pod uwagę wszystko co wydarzyło się od moich poprzednich urodzin, to ten rok był porażką. Od zeszłego roku strasznie się zmieniłam. Stałam się bardziej wredna, to napewno. Jestem cyniczna, olewam zdanie innych, nie ufam ludziom aż tak bardzo jak kiedyś. Wraz ze zmianami ucierpiała moja psychika. Czuję, że jestem słaba, moja stabilosc emocjonalna leży i kwiczy, jedno zdanie jest w stanie wytrącic mnie z równowagi. Po wielu upadkach załamała się moja wiara w Boga. Choc nigdy nie byłam przesadnie religijna, to w każdą niedzielę posłusznie maszerowałam do Kościoła, a co kilka miesięcy chodziłam do spowiedzi czując jakiś wewnętrzy obowiązek. W pewnym momencie stwierdziłam jednak, że Bóg nie istnieje. A jeśli istnieje to chyba mnie nie lubi, bo zsyła mi nieszczęścia na każdym polu. Czułam, że coś ze mną nie tak, nie poznawałam samej siebie.  Wiele razy rozważałam rozmowę z księdzem i pedagogiem jednak zawsze tłumaczyłam sobie, że tak naprawdę tego nie potrzebuję. Był okres,w krórym sen był najlepszą rzeczą jaka mi się przydarzała. Tylko śniąc miałam wszystko o czym marzę, bo przecież sny demaskują przed nami samymi nasze najskrytsze marzenia. Co noc przeżywałam krótkie spełnienia marzeń. Zaczęłam brac tabletki nasenne by móc dłużej byc szczęśliwą. Poranki były katorgą. Nierzadko budziłam się w połowie snu. Kiedyś obudziłam się z płaczem, śnił mi się facet, który kiedyś znaczył dla mnie bardzo wiele, ale o nim później. Zrozumiałam, że tak naprawdę zamiast się w ten sposób uszczęśliwiac krzywdzę się. Potrzebowałam kogoś z krwi i kości kto uleczyłby moje wciąż bolące serce. Stałam się jakąś cholerną desperatką. Założyłam konto na sympatii. Za wszelką cenę potrzebowałam ciepła. Nienawidziłam noce, dawały mi coś czego nigdy nie doświadczę w rzeczywistości. I wtedy nastąpiła kolejna noc, kolejny sen, kolejny załzawiony poranek. W akcie przeraźliwej desperacji pokochałam tego kogo miałam pod ręką – swojego przyjaciela. Skazałam się tym samym na jeszcze większe cierpienia i na jeszcze gorszy stan psychiczny.
Od września rozpoczynam naukę w liceum. Jutro okaże się w którym. Wejdę do nowej szkoły z czystą kartą. Mam nadzieję, że poznam fajnych ludzi i idealnego faceta w którym zakocham się z wzajemnością i będziemy życ długo i szczęśliwie. Choc pewnie tak się nie stanie. Dlaczego ja zawsze pokładam we wszystkim tak cholernie wielkie nadzieje? To tylko sprawia, że wszelkie zawody są bardziej bolesne.
Tak na marginesie to równo trzy lata temu wyznałam pewnemu chłopakowi miłośc mając nadzieje które mi dał. I co ? Najpierw sądził, że żartuję. A potem sam ze mnie zażartował .. Tzn. okłamał, że mu na mnie zależy i chce ze mną byc. Tak dla jaj, żeby sprawdzic czy uwierzę. Dwukrotnie złamane serce przez jedną osobę. Pięknie. A miał byc cudowny prezent urodzinowy …
W tym roku sprawię sobie raczej jakiś ciuch.

Happy Birthday to me ! 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*