64

Koniec roku, oceny i znów rodzice robią mi o nie awantury… Wg nich się nie uczę, ciągle obijam i stac mnie na więcej. Już się przyzwyczajam do tego, że nigdy nie sprostam ich oczekiwaniom. Nic mi się ostatnio nie układa, wszystko jest dokładnie odwrotnie w stosunku do tego jakim powinno byc. Nie chcę swoich myśli, w których wciąż uwodzi mnie śmierc. Nie chcę życ tak jak żyję, ale nie chcę też umierac. Nie chcę sprawiac nikomu bólu i nawet jeśli miałaby to byc zaledwie cząstka mojej codzienności, to wolę cierpiec w samotności, w tym życiu w którym coś mnie wciąż trzyma. Muszę to chyba naprawdę kochac, tak mocno, że nie chcę tego opuszczac. Nie wiem na czym lub na kim może mi aż tak zależec. Może miłośc ma mnie uszczęśliwic? Może mam kogoś pokochac i życ dla tej osoby jeśli nie umiem życ dla samej siebie? Wszystkie decyzje, które podejmuję to chyba rozpaczliwa walka o sens życia, które dawno go straciło. Boję się, że jeśli życie ugodzi mnie raz jeszcze to wpadnę śmierci w ramiona i zdradzę z nią wszystko to co tak kocham…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*