98

Kilka dni temu B oskarżył mnie o zdradę.. Popchnęło go do tego moje nieodpisywanie na smsy, których nie dostawałam ze względu na problemy z telefonem i widok dziewczyny podobnej do mnie w nocy.
Dla mnie cios. Prosto w serce.
I choć nie umiem się na niego złościć to gdy to usłyszałam poczułam straszną złość. I ból. Przeraźliwy ból, którego już dawno nie czułam, pochodzący centralnie od serca, jakby ugodziło je zwątpienie i brak zaufania. Sama myśl o tym, że mogłabym go aż tak zranić sprawia, że ta ranka znów mnie pobolewa. A on wykrztusił z siebie tylko marne ‚przepraszam’, po którym został zgromiony wzrokiem. Przeciągłe milczenie, bezradność i próby tłumaczenia. W pewnym momencie sięgnął po argument ostateczny w postaci ‚wiesz, że Cię kocham’.  Wiem. Wiem, że mnie kocha, – i to w ten najgorszy możliwy sposób – do szaleństwa. I dlatego mu ufam, dlatego gdy powiedział, że na jego miejscu – widząc go gdzieś z inną dziewczyną – zareagowałabym identycznie mogłam odpowiedzieć, że nie wiem jak bym zareagowała, bo wiem, że to się nie wydarzy.
A on.. a on we mnie zwątpił..
Pociekły mi łzy. Spanikował. Przepraszał z inną gorliwością, jakoś tak szczerzej, obiecał, że już nigdy nie stanie się powodem mojego płaczu.
I choć tak bardzo go kocham, to po głowie zaczęła mi się tłuc myśl o zakończeniu tego wszystkiego. Skoro mi nie ufa, skoro wątpi w moje uczucia to czy to ma sens?

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*