107

Nie poznaję siebie. Pali mnie ciągła, trudna do zaspokojenia potrzeba bliskości. Nieprzerwanie łaknę jego obecności, wciąż mało mi jego ciepła, dotyku, głosu, ust..
Ciąglę o tym marzę, nasycam się nim po brzegi, nie wypuszczam z objęć a gdy już to zrobię wiję się w agonicznej tęsknocie. Te uczucia są takie dziwne i takie gwałtowne. Pogubiłam ich definicje, nie potrafię nazwać płomienia, którym tak płonę. Miotam się. Śnię mnóstwo niedorzeczności podkolorowanych erotyką.
I coś mi w głowie szepcze, że to wszystko zwie się pożądaniem..

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*