109

Wewnętrzy płomień stopniowo marniał aż w końcu – jakiś czas temu –  wypalił się, zostawiając mi puste pogorzelisko. Wypaliłam się, znów mam tylko moją szorstką surowość..
Uwiera mnie ciężar świadomości niezaspokojonych pragnień, niepohamowanych żądz i porządku świata. Bastion rozsądku wciąż stoi, choć czasem czuję, że zaczynam go sabotować od środka. Czuję, że chcę tego ognia, czuję, że jego obecność odda mi moją normalność. Niczego bardziej nie pragnę niż tego, by znów było jak kiedyś. By znienawidzone ostatnio słowo ‚POCZEKAM’ nie istniało.. chciałabym żeby okoliczności do jego wymawiania nie miały racji bytu. Mam poczucie, że gdzieś chyba zgubiliśmy sens tego wszystkiego, chyba umknęły nam zwykłe radości. Czuję, że nie ma już nic ponad bliskością, że stała się ona największą wartością. Znów zaczynam się czuć szalona, jakbym nie potrafiła oswobodzić pewnej części mnie, która powinna ze mną normalnie koegzystować. Gdzie jest ten zagubiony kawałek mnie? Chcę go znów mieć, nie tylko miewać, chcę by był, by ukoił ten chaos. By mógł trwać jak w ostatnią sobotę. Jak przez te kilkanaście minut ociekające romantyzmem. Chcę tej magii..  rozgrzanego powietrza, resztek promili we krwi i światła choinkowych lampek. Cudownego odpływu rozumu i wszelakich wątpliwości. Czuć tylko ogień, płomień w nim, we mnie, między nami. Tęskniłam za tym..

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*