111

Fałszywy alarm. Moje serce jest nadwrażliwe na wątpliwości. Wszystko w najlepszym porządku, tęsknota nieco spłycona, żar pobudzony.
Dziwnie mi ze sobą. Mam wstręt do jedzenia, do świata, do zimy, do siebie. Nie jem, prawie nie jem. A gdy jem to tylko z przymusu narzuconego przez organizm, nie czuję przyjemności z jedzenia. Smaki mieszają mi się w coś nie do przełknięcia. Jadam pomarańcze, dużo pomarańczy i czasem owoce, jednak do nich podchodzę bez chęci. Jem jajka na twardo, piję soki i zadziwiająco dużo mleka. Odstawiłam kawę, zapominam już jak smakuje. W szkole zjadam kanapki, choć mdli mnie od ich smaku. Obok mnie leży Łaciata Milka. Miałam na nią ochotę jeszcze kilka dni temu, a teraz leży kilka centymetrów od mojej dłoni. Otwarta, połamana na kosteczki. Nie mam na nią ochoty, drażni mnie nawet jej zapach. Nie wiem co mi jest, nie wiem co się ze mną stało. Samo odbicie w lustrze budzi we mnie odrazę. Czuję się jak gówno i wyglądam niewiele lepiej niż ono. Zaczerwieniona cera naznaczona wieloma niedoskonałościami i oklapnięte, zniszczone włosy, a w oczach jakiś dziwny blask.  Nawet nie mam chęci by się umalować, uczesać i doprowadzić do stanu używalności. Brak mi sił na wstawanie z łóżka, na ubieranie się tak by nie wyglądać jak Włóczykij, nie mam sił na codzienność. Bardzo dużo śpię. Samotno mi. Tylko w szkole czuję się dobrze. Mam ludzi, mam zajęcie, coś zaprząta mi głowę. Jedynym pozytywem ostatnich dni jest fakt, że maturka z angielskiego poszła dobrze, 90% z podstawy i 80% z rozszerzenia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*