114

Koniec świata przepowiadano na 21 grudnia. Ten mój osobisty koniec przesunął się o tydzień. Zostałam sama..
Zobaczyłam go po 25 dniach, po 18 milczenia, po 10 minutach rozmowy zakończyliśmy 33 tygodnie związku i 14 miesięcy znajomości. I serce trochę mi pękło. Bo to koniec, bo ma inną, bo chyba już nic do mnie nie czuje..
A ja czułam to wypalanie, wiedziałam, że postępuje i nic nie umiałam z tym zrobić.
Choć ta wizja krystalizowała się we mnie od pewnego czasu to jednak do ostatniej chwili chciałam nie mieć racji. Gdy już było po wszystkim, gdy już znalazłam się w domu nie wytrzymałam – wybuchnęłam płaczem. I tak spędziłam około dwóch godzin.. W pewnym momencie już zapomniałam dlaczego płaczę. Czułam tylko przeraźliwy smutek, ucisk w klatce piersiowej i uciążliwą bezsilność. Miałam wrażenie, że to sen. Chciałam żeby to był sen, żeby moja rzeczywistość powróciła do poprzedniego stanu. Paradoksalnie w tym najkrytyczniejszym momencie rozpaczy chciałam go mieć przy sobie.. chciałam by mnie przytulił, pomilczał i pogłaskał po plecach.
Kilka godzin, znajomi, miasto, piwo, trochę zapomnienia. Jak na złość minęłam na ulicy jego zapach, ktoś miał na sobie cząstkę niego. Zakłuło. 
Nocą mój mózg przemienił się w projektor. Odtwarzał z taśm skrawki przeszłości, pojedyńcze klatki przesiąknięte czułością. Każdy najdrobniejszy gest. Uśmiechy, spojrzenia, nawet ten charakterystyczny sposób w jaki zawsze podrzucał klucze. Aż sama się uśmiecham do tych wspomnień. Noszę w sobie tak wiele pamiątek po jego obecności. Niektóre miejsca i przedmioty zostały już na zawsze naznaczone jego obecnością. Moje ciało również nosi na sobie jego znamiona. Blizna powstała tego lata po oparzeniu żelazkiem na prawym przedramieniu, którą obcałował i obśmiał mówiąc, że jestem łajzą, dwa pieprzyki, które można połączyć w uśmiech pod prawym obojczykiem też nie będą mi już obojętne – ma takie same, tak samo sobie bliskie, po przeciwnej stronie..
Ta noc uzmysłowiła mi, że mu nie wierzę. Że nie mógłby po tym wszystkim tak łatwo przestać mnie kochać.. to nie składało się w całość, a ta dziewczyna.. to nie pasowało do niego.. za to moje podejrzenia wydawały mi się coraz bardziej prawdopodobne, w tej układace wszystkie klocki układały się idealnie.  To odkrycie dało mi niesamowitego kopa. Postanowiłam, że powiem mu o tym. Uznałam, że nie mam nic do stracenia, że mogę się poczuć już tylko lepiej.. a może, może jakoś mogłoby to nam pomóc?  Łudziłam się trochę choć nie zakładałam otrzymania jakichkolwiek efektów, chciałam trochę się uspokoić. I choć możliwym było, że za tą brawurowość przyjdzie mi zapłacić to chciałam dać samej sobie poczucie, że zrobiłam wszystko co mogłam, by później nie żałować niewykorzystanych szans. Uznałam, że jeśli ta rozmowa nie wpłynie na niego w żaden sposób, to chociaż zostanie mu w pamięci. I o to też trochę chodziło. Taka maleńka zemsta. Nocą wszystko sobie usystematyzoawałam. Chciałam mu powiedzieć, że nie wierzę, że już nic do mnie nie czuje, że nie mógłby przestać tak szybko, że nie wierzę w tą inną dziewczynę, że znam prawdziwy powód, że być może sama sobie na to zasłużyłam, że go kocham.. choć może ta miłość jest już bezcelowa, że dziękuję za wszystko i za wszystko przepraszam. Tak postanowiłam i tak też zrobiłam.
Ledwie panowałam nad emocjami, ale powiedziałam wszystko co zamierzałam. Im więcej się dowiedziałam na ten temat tym lepiej się czułam. To mnie troszkę odarło ze złudzeń, że mogłoby być jeszcze dobrze, ale wolałam to wiedzieć bo wg mnie niewiedza jest gorsza od prawdy. Lubię wiedzieć na czym stoję, nawet jeżeli miałoby się okazać, że to totalne bagno. I w tym momencie doskonale zdaję sobie sprawę, że jemu będzie z tym dużo ciężej niż mnie.
W dniu rozstania dałam sobie czas na wyjaśnienie wszystkiego, na żal i intensywne wspominanie. Trzy dni, ostatnie trzy dni tego roku. I dziś mija mój limit. Moje trzy dni na rozpacz. Dzień mojego pożegnania. Dluższego niż te cztery słowa, które kiedyś sobie wymyśliłam, nie umiałam aż tak streścić uczuć.

LOVE STORY ENDED.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „114

  1. avatar rozkodowana pisze:

    Przeczytałam kilka Twoich wpisów. Piszesz bardzo głęboko. W niektórych postach widzę cząstkę siebie sprzed 3 lat. Tylko nie wiem czy zazdrościć Ci czy współczuć tej wrażliwości, dzięki której tak pięknie piszesz. W każdym razie poruszyłaś mnie. Pozdrawiam.

  2. avatar falling-apart pisze:

    Niezwykle miło mi czytać, że kogoś porusza sposób w jaki piszę. Blog jest moją swego rodzaju odskocznią od rzeczywistości, miejscem w którym piszę o tym co mnie aktualnie gnębi, nie mniej jednak fajnie, że się podoba 🙂
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*