144

Moje życie jest ostatnio tak surrealistyczne jak to tylko możliwe, rysują się przede mną perspektywy o których nawet nie marzyłam. Choć mam tylko jedno życie, to czuję się tak jakbym rozpoczynała kolejne. Dostałam się na studia, przeprowadzam się, być może wyjadę do Paryża. Wszystko na co z takim utęsknieniem czekałam. Krystalizuje się we mnie przekonanie, że udało mi się uwolnić, że nie jestem już jeńcem przeszłości. Ból się ulotnił, moja metoda rozwiązywania kłopotliwych problemów znów zadziałała – spychałam ten żal na dalszy plan do tego czasu aż się nie wytopił. Czasami wracam do ledwie zagojonych ran. Nie drapię ich, nie posypuję solą, muskam palcami nie wierząc, że to blizny po szczęściu. Pamięć mam tak ułomną. Zapominam go. Nie potafię sobie przypomnieć własnych reakcji na jego pieszczoty, nie pamiętam dotyku, smaku pocałunków, ciepła ciała, gubię brzmienie jego głosu i kolor oczu. Nie pamiętam przyjemnej gładkości jego skóry, choć moje dłonie wciąż znają ścieżki którymi lubiły wędrować po jego ciele. Pamiętam rozkoszne wzniesienie grdyki, pamiętam kępkę ciemnych włosków na klatce piersiowej, dwa pieprzyki na lewym obojczyku, duże i niemal zawsze szorstkie dłonie, małe uszy i jeden uśmiech, którym zawsze potrafił mnie rozbroić. Wiem to wszystko, wiem że tak było, że posiada te atrybuty, ale zapomniałam jak dokładnie wyglądały. Chwilami czuję, że wzbiera we mnie frustracja, ale staram się ją ignorować. Mam mnóstwo planów, na siebie, na mieszkanie, na życie. Nie chcę ich zaprzepaścić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*