147

Tydzień. Minął tydzień odkąd mieszkam w moim wymarzonym niegdyś Krakowie. I już zaczynam to lubić. Nie czuję się tu dziwnie będąc sobą. Stapiam się z tłumem, jestem anonimowa, nikt dziwnie na mnie nie patrzy. Nie wzbudzam sensacji mając na nogach mocno dopasowane dżinsy i niebieskie vansy, stukot obcasów kamuflujących mikry wzrost nie zwabia spojrzeń przechodniów. Jestem jedną z tysięcy studentek, dziewczyną z tramwaju, biegaczem na Bulwarach.
Tabula rasa. 
Zmieniam się, uczę samodzielności. Staram się kreować samą siebię w ten najlepszy sposób z możliwych, staram się wychodzić do ludzi, zagadywać, poznawać. Staram się pokochać samą siebie.
Lubię moje nowe życie,  co nie oznacza, że nie brakuje mi tego starego. Za nim i tak tęsknię. Brak mi detali, elektrycznej szczoteczki, twardego łóżka, w którym przepłakałam setki nocy. Brak mi obecności niektórych ludzi, poczucia bezpieczeństwa w grupie, brak znajomości rzeczywistości w jakiej się znajduję. To wyzwanie, potężne wyzwanie, całe moje studia nim są. Ale to dobrze, polubiłam wyzwania. Lubię łechtać swą dumę udowadniając innym i samej sobie ile jestem warta. Nauczyłam się tego – budowania własnej wartości – a właściwie to B mnie nauczył, a ja wciąż doskonalę tą zdolność.
Śniłam go. Znalazłam w telefonie, w notatniku coś co napisałam pod wpływem chwili niespełna rok temu.

Gdy mój wzrok przebiega po Twoich oczach, to tak jakby biegł po kartkach książki, jakby czytał słowa niemych ust z błysku źrenic, jakby fałdy tęczówki bezdźwięcznie krzyczały, a powieka spadająca wraz z szeregiem ciemnych rzęs potwierdzała te niewypowiadane słowa, które wwieracją się w moją duszę, tak że czuję miłość napędzającą tętno w podskórnej gonitwie krwi.

Bodziec. Jeden wystarczył, kilka linijek bym stała się zdolna skoczyć w ogień byleby przeżyć to zakochanie jeszcze raz. Nie żyję tym, już nie. Nie kocham, nie myślę, nie śnię. A jednak oblepiam wzrokiem wszystkie samochody szukając go za kierownicą, a jednak chcę go zobaczyć. Mam pewność co do własnych uczuć, wiem że to już przeszłość.
A jednak..a jednak to.. ale, ale przecież lubię wyzwania, a to jedno z nich.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*