150

Męczę się. Oczy wciąż widzą zbyt dużo, a rozum gdzieś się zgubił i przypisuje znaczenie słowom całkowicie go pozbawionym. Męczy mnie codzienność, wstawanie, wciąż niemal identyczne posiłki, uczelnia, ciągłe przemieszczanie się tramwajami. Męczy mnie rutyna, powtarzalność kolejnych dni. Męczy ciągła chęć posiadania. Wszystko jest uciążliwe i nawet potencjalny odpoczynek, nie jest dla mnie odpoczynkiem.
Ktoś mi zaprząta uporczywie głowę. I jakaś niezidentyfikowana cząstka mnie uporczywie mówi oczom patrz, patrz, patrz, i szepcze ciągle jedno imię, i przypomina od nowa coś od czego chcę się odciąć. I to coś we mnie cholernie mocno pragnie uwagi, a ja równie mocno chcę to coś zabić. To takie dziwne, z jednej strony uwiera jakby jakieś uczucie zaklinowało się między żebrami, a z drugiej sprawia, że czuję hulający po wnętrzu chłód. I przez to wciąż palę. Z papierosowym dymem w płucach czuję, że choć przez chwilę ten głosik się ucisza, że go przyduszam. Zdaję sobie doskonale sprawę z absurdalności całego procederu. Wiem, że to niezdrowe, że drogie, że negatywne w całej swej ciągłości, ale naprawdę muszę to robić. I to już nie kwestia uzależnienia od nikotyny czy innej chemii jaka tkwi w tym wszystkim.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*