163

Ostatnio mijając na ulicach ludzi zastnawiam się co takiego kryje się za zwierciadłam ich źrenic, jaki uczucia kryją ich serca, co spędza sen z ich powiek.
Czasami dotykam wzrokiem mężczyzn, na widok których wnętrzności zaczynają mi wirować jak w bębnie pralki, piękni tak, że chce się na ich widok omdlewać. Chwilami z kakofonii nagłych zachwytów przebija się krzyk „chodź, zrób mi zamęt w życiorysie”. Jakaś cząstka mnie chciałaby powiedzieć mu, że pragnę w moim życiu chaosu, a on jest idealnym ideałem na jego sprawcę. Wydawało mi się, że tego mi właśnie potrzeba: emocji, dotyku, ciepła i poczucia, że komuś na mnie zależy, ucieczki od cholernej alienacji. Kogoś kto wysłucha moich pokręconych myśli, wszystkich żalów i potakująco pokiwa głową na znak, że to rozumie. Chyba to właśnie tej ulgi mam deficyt, zrozumienia moich dziwnych obaw i poczucia, że kogoś to w ogóle obchodzi. Mam jednak nieniknące wrażenie, że nikt nie będzie w stanie nigdy poznać mnie lepiej niż ci, którzy robią to od lat, a mimo to nie są w stanie dotrzeć do zakamarków mojej duszy. Trochę się tego boję, że nikt mnnie nigdy nie odkryje.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*