166

Jest taki chłopak, w moim popieprzonym umyśle pozostaje wciąż niemal idealną kopią B. W chwilach zintensyfikowanej trzeźwości umysłu widzę w nim jedynie szczątek podobieństwa; wzrost, fryzurę i mięsiste usta. Spędziłam wczoraj kilka godzin w jego towarzystwie, był razem z moimi znajomymi. Przez cały ten czas nie odezwałam się do niego słowem, nie potrafiłam, choć nie wiem dlaczego, umysł natomiast – lekko podpity – trwał w fazie „to jego kopia”. Nie mogłam oderwać od niego wzroku, spoglądanie jak energicznie gestykuluje podczas rozmowy, jak się śmieje, nonszalancja z jaką sięgał po szklankę, to wszystko wypełniało mnie irracjonalnym miękkim uczuciem. Jak gdyby po moim wnętrzu przelewały się morza różowego kremu.
Chwilami patrzyłam na niego z myślą, że jedyne czego teraz pragnę to pocałować go w to cudowne miejsce, w którym obojczyk płynnie przechodzi w szyję.
A teraz – lepiąc słowa – bezwiednie sięgam dłonią pod prawy obojczyk. Odnalazłam te dwa pieprzyki, dotykam ich i czuję się jak ze skazą, mam ochotę je zdrapać, wyrwać z krwawą masą z własnego ciała i zapomnieć, że kiedykolwiek je miałam.
Teraz mam w sobie tylko złość. Jestem zawiedziona samą sobą, że pozwoliłam sobie na takie spojrzenia, i takie myśli względem właśnie niego. Gdyby to był ktoś inny, niepodobny, nie widziałabym w tym nic złego. Zbyt zintensyfikowałam ostatnio myślenie o nim.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*