168

Drżenia, maleńkie wstrząsy, działają na mnie.
Czasem nic nie znaczące słowa potrafią wywołać we mnie ogromne poruszenie, jak niesforny kamyczek toczący za sobą lawinę. Wiruje we mnie, w środku czarny ulepek żalu podsycany coraz to nowszymi wydarzeniami.

Pod piersią nie ma serca – jest czerń. Chciałabym wywołać płacz. Strugi gorących łez, śliski szloch, czy choć jedną piekącą łzę.
Nie umiem. Każda przesłanka płaczu zostaje mimowolnie zduszona w zarodku.
Jedynie maleńki impuls, który- jak kropla spadła na gładką taflę wody – tąpnięciem żalu rozlewa smutek spokojną falą podskórnych ciarek. Czuję pulsowanie osierdzia na powierzchni całego ciała. Jak jeden rozogniony strzęp większej całości.
Spoglądam na własne dłonie.
Mam dwadzieścia lat, życie przed sobą i absolutnie nie mam na nie ochoty.

Na dnie mnie samej słyszę krzyk „dziewczyno, masz problem”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*