169

Gorycz i mrok.
Wydawać by się mogło, że idealnie ze sobą współgrają
Piję kawę, jest zajebiście mocna. Czuję jak przeze mnie przepływa, czuję jej ciepło. Mam w głowie pustkę, mam w sercu pustkę. Włóczę się po domu by rozwiać uporczywie drążącą mnie myśl, która podpowiada mi, że niczego nie pragnę bardziej, niż rozpłynąć się w czyimś uścisku.
Włóczę się i to mi nie pomaga, myślę o tym tylko intensywniej, przypominają mi się wszystkie sytuacje, w których ktoś chciał mnie przytulić, a w których od tego uciekałam. Uścisk w euforii po zdanym egzaminie jest bez znaczenia, uścisk na powitanie jest bez znaczenia. Mają swój cel, mają jakiśtam emocjonalny ładunek, ale nie są potrzebne, świat się bez nich nie zawali.
Tymczasem ja czuję, że bez tego się rozpadnę.
Pierwszy raz od dawna mam w oczach łzy, czuję ich ogromny nawis pod powiekami, nie chcę ich. Nie chcę im pozwolić wypłynąć, boję się, że wleją się w moje pęknięcia, że drążąc wzdłuż szczelin dotrą do miejsc, o których chcę zapomnieć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*