170

W ubiegłym tygodniu pękła we mnie ta bariera, która dawała mi emocjonalną stabilność i trzymała w ryzach łzy. Wypłynęły ze mnie rozlewając klej, który łączył porwane kawałki. Ciepłe potoki smutku zdawały się nie mieć końca, płynęły od powiek, przez szyję, aż do obojczyków. Ja tymczasem czułam jakby łzy krążyły mi w żyłach. Przez kilkanaście godzin byłam iście papierowa – masa napotkanych słów powodowała wilgotnienie powiek.
A potem nagle znów stałam się twarda, znów nie ma spraw które byłyby w stanie mnie dotknąć.
Z resztą, niedobry to czas na smutek: spinam się i staram przetrwać sesję.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*