173

Od paru dni wydaje mi się, że zaraz pęknę głuchym zgrzytem jak wyeksploatowana  gitarowa struna. A jednak przez tą cholerną ludzką przypadłość, co granicę wytrzymałości przepycha coraz dalej rozchodzę się jedynie na szwach. Każdy dzień okazuje się dla mnie być dwudziestogodzinną walką, po której krótki niespokojny sen przynosi jedynie konieczność ponownego starcia z rzeczywistością.
Trwam tak – spychając na margines wszystko ponad naukę, na której i tak dziś nie mogę się skupić. Mam dość, jestem zmęczona ciągłymi staraniami o poszerzenie własnej pamięci, nie mogę już znieść poczucia, że wniosłam się na wyżyny przeciętności, nie mogę znieść lichości własnych dokonań, nie mogę się zmusić do akceptacji trudu, z jakim przychodzi mi każdy kolejny egzamin.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*