178

Otacza mnie dziwna aura. Czuję jakby gdzieś dookoła mnie cyklicznie opadały ciężki żelazne drzwi, które odcinają mnie od określonych wydarzeń, jakby kolejne rozdziały moich relacji z innymi ludźmi się zamykały. Od niektórych zdarzeń nie ma już przyszłości, przy jednoczesnym braku możliwości powrotów do tego co już było. Została nicość i drażniąca niewiedza co się jeszcze wydarzy.
Przed samą sobą nakreślam granice przyszłych możliwości. Bez pewności, bez przesłanek na ich urzeczywistnienie. Towarzyszy temu nadzieja i bezsilność.
Tymczasem kaleczą mnie deszcze nie do końca jasnych uwag w mym kierunku. Jak cukrowy wielkanocny baranek – kruszeję, topię się. Raczkująca pewność siebie przymiera.
Niezdecydowanie, wahanie.
Jak daleko posunąć się w odsłanianiu prawdziwej siebie?
Na jaką głębokość własnej duszy wpuścić ludzi. Jak bardzo pozwolić się prześwietlić?
Czy w ogóle dawać przyzwolenie?
Czasem myśli tak bardzo nie dają mi od siebie odpocząć, że czuję się jakbym po wewnętrznej stronie czaszki miała wyryte słowo NIGDY, które stworzyło ostre dłuto rzeczywistości.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*