179

Kolejny raz niewinnie wywołałam chaos we własnym życiu. Choć tego czy sama to zrobiłam nie jestem nawet pewna. Tą opowieść wypadałoby zacząć od początku, choć i jej początku nie jestem pewna. To się stało któregoś dnia, którego nie potrafię zidentyfikować – po prostu w pracy do mnie podszedł. Po prostu musiał, po prostu takie ma zadanie, nasz kontakt został wymuszony służbowym obowiązkiem. I to wszystko między nami to czysto służbowa relacja, i tylko kilkanaście nieformalnych słów wymienionych na ‚roboczym’ gruncie, w istocie nie wiem nawet jak ma na imię.
Na początku wyglądał mi na aroganta, wieczna pokerowa twarz, grube oprawki okularów, ciemna cera, czarne włosy nastroszone nad czołem.
Nie lubiłam gdy patrzył na mnie przechodząc obok mojego stanowiska, odwracałam wzrok, udawałam że nie widzę uśmieszków. A jednak w jakiś sposób zmiany z nim były lepsze od tych bez niego.
Nie dalej jak wczoraj przyłapałam się na tym, że szukam go wzrokiem. Sprawdzałam czy nie przechodzi obok, czekałam aż przyjdzie mnie ratować. Nie było go. Myśląc tak teraz o tym dochodzę do wniosku, że sama zaczęłam wdawać się w gierki. Z niewyjaśnionej przyczyny od kilku dni myślę o nim przed snem. Myślę o tym, że chciałabym móc zdjąć jego okulary, spojrzeć mu w oczy, że mam ochotę wpleść palce w jego włosy i przegadać długie godziny, zaczynając rozmowę od wyznania, że przewrócił mi życie do góry nogami.
Nie mogę uwierzyć, że tak łatwo dałam mu się owinąć wokół palca. Wiem o nim tylko tyle, że jest ode mnie starszy, zarówno stażem jak i wiekiem.
Wiem, że w tym człowieku coś mnie elektryzuje.
Tracę grunt pod nogami. Próbuję znieczulić się muzyką, odpędzić uporczywe myśli, wszystko jednak oscyluje wokół niego i czerwieni z jaką mi się kojarzy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*