182

Niechcący zapędziłam się w meandry nieostrożnych myśli. Pod wpływem maleńkiego impulsu przez chwilę wróciłam do ludzi, których w moim życiu już nie ma. Na przestrzeni moich dwudziestu lat było ich naprawdę sporo. Szkoda, że odeszli, żałuję tych, którzy swą obecnością zmienili ogrom spraw. Wertuję w głowie ich twarze, są różni, trwali ze mną chwilami, latami, bywali z różną intensywnością.
A mnie jest żal, w niemym niezrozumieniu rozkładam ręce bez pojęcia dlaczego niektórzy odeszli, dlaczego w decydującym stadium rozpadu znajomości nie zareagowałam, a jedynie patrzyłam jak się oddalają niczym łódź wypływająca z portu.
Dziś do mnie wrócił, człowiek najważniejszy z ważnych, wrócił we śnie. Nieprawdopodobnym, a zarazem realnym, tworzącym zlepek dawnego życia z nim i obecnego bez niego.
Znów spędziłam kilkadziesiąt minut czepiając się rąbka snu, tak aby przedłużyć go choć o klatkę, o scenę, sekundę, spojrzenie mojego sennego ja.
Skończyło się. Słońce wdarło się między powieki, zawilgociły się i nie mogę ich osuszyć.
Musimy się kiedyś ostatecznie ze sobą pożegnać, bym już nigdy nie musiała mierzyć się z mętnymi myślami, bym nie pragnęła cofnięcia czasu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*