195

Od pewnego czasu mam wrażenie, że jestem dla innych nauczycielem życia, że nauczam zbłąkane owieczki. Tak jakby otaczajacy mnie ludzie nie mieli wystarczająco chęci by silić się na posiadanie własnego zdania i podejmowanie decyzji w sprawach własnego życia.
A przecież ja nie jestem żadnym ekspertem, nie przeżyłam już raz tego życia, jestem na tym samym jego etapie co inni, w dwudziestym pierwszym roku jego trwania.
Mam dość. Pozbawiona własnych głębszych zmartwień, z lekką głową i dalece postępującym optymizmem czuję przesyt cudzych problemów. Własne spycham na dalszy plan, pomału systematyzując pozbywam się ich.
Ale mięknę, podpytuję, doradzam i chce mi się aż załamywać ręce w geście kapitulacji.
Bo służę jedynie za porzekadło. Powtarzam im to co oczywiste, przedstawiam własny punkt widzenia i mimo, że często okazuje się, że powielam tym samym opinie innych, to i tak ponoć bywam pomocna.
Nie rozumiem tego. Dlaczego ludzie nie są w stanie pojąć tego jak funkcjonuje ten świat?
Czyżby byli spragnieni kogoś kto wytłumaczy krok po kroczku co, jak i dlaczego?
Dlaczego jestem obarczana krzyżem cudzych dramatów?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*