197

Nieprzychylność jesieni daje mi się we znaki. Podrażniony mam umysł. Nie podoba mi się moja uczelniana rzeczywistość, ciekawość przegrała z brutalnym brakiem mojej tolerancji. Nie jestem w stanie wykrzesać z siebie na wykładach zaangażowania, mam wrażenie, że wszystko jest mi zbędne, nie zmienia nic w moim ubogim życiu.
Czuję przesyt ludzi, przytłaczają mnie. Potrzeba mi samotności takiej jak ta teraz.

Niewiadomego pochodzenia ciężar zalęgł się gdzieś w okolicy mostka, a oczy mają skłonność do wilgotnienia, podświadomie odnajduję w muzyce smutek.
Sny natomiast przynoszą jedynie rozżalenie, ukształtowane z różnorakich tęsknot skutecznie wytrącają mnie z rytmu w jakim żyję.
Wbiła mi się w mózg bolesna myśl.

Gdybym mogła ziścić moje marzenia, oznaczałoby to tylko moją krzywdę. Z perspektywy czasu widzę, że gdybym odzyskała tych ukochanych ludzi, to mogłabym ich zranić. Wiem, że nie znalazłabym słów, które byłyby na tyle ważne by się odezwać. To byłby najpiękniejszy z nierealnych snów, cudowny oksymoron napełniający na ułamek chwili pękające serce ciepłym, lepkim szczęściem.
Płakałabym. Najżałośniej na świecie. Krzyczałabym tocząc łzy szczęścia, rozpaczy i złości.
Czuję, że właśnie wtedy wezbrał by we mnie ból tak ogromny, że zapragnęłabym śmierci.
Bo najbardziej rozdziera tęsknota za tymi, których nie da się odzyskać. Gdy najważniejszą, największą potrzebą i pragnieniem jest przytulenie kogoś kogo się tak bardzo kochało. Gdy  z niewielkim wahaniem oddałabym życie by móc się wyspowiadać w najdroższych mi ramionach, by spotkać ciepłe, pełne miłości oczy, milczące zrozumienie i nic ponad to.

I ostatnio boję się intensywniej. Coraz bliżej ten moment, w którym życie po raz kolejny wbije we mnie nóż muskając kościec i raniąc całą na wskroś.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*