198

Znowu ktoś dostrzegł we mnie niechęć do życia i to mną wstrząsnęło. Nieznany mi człowiek przejrzał na wylot wszystko co dość desperacko staram się ukryć.
Robił to z niemal bezczelną pewnością siebie, jakby udało mu się wedrzeć do wnętrza mej głowy. To było niesamowite, a ja nawet nie potrafię stwierdzić w jaki sposób zaczęliśmy rozmawiać. Onieśmielona, skonfudowana, a jednocześnie zafascynowana źródłem wiedzy w jakiej posiadanie wszedł w tak krótkim okresie czasu.
Jest z gatunku łotrów. Powinnam trzymać się z dala od niego, a jednak nie potrafię. Pociąga mnie inteligencja tego złego chłopca, pociąga mnie spojrzenie, którego ciężaru nie potrafię udźwignąć i od którego wielokrotnie uciekłam. Miło byłoby nie znać okoliczności, które czynią go czarnym charakterem, miło byłoby móc się beztrosko zatracić w nad wyraz śmiałych słownych przepychankach.
Obawiam się, że nie zważając na konsekwencje podejmę się tej zuchwałej gry, kompletnie ignorując wszelkie przesłanki ku temu, by tego nie robić.

A jakby mało było tego, spotkałam się z własnymi obawami, choć może lepiej powiedzieć, że się z nimi zderzyłam. Daję się im zżerać.
Zaczęło się od pewnego poranka, gdy w przerażeniu przerwałam własny sen. Przez cały dzień, od momentu przebudzenia nie mogłam pozbyć się z twarzy uczucia dotyku ciepłych, sennych ust.
To był zły sen, nie chciałam go dłużej śnić, samoczynnie przerwałam ten majak w jego kulminacyjnym momencie. Osłabił mnie.

A potem kompletnie poza mną zapłonął ogień. To upierdliwe, uczucie z przeszłości, wibrowanie powietrza w przestrzeni między nami.
Niepewny majak istotnego zbliżenia. Pozorna powtórka z rozrywki. Bo ta historia ma wiele przekalkowanych motywów. Ta historia ma jasne oczy i kpiarski uśmiech, niesie ze sobą chaos, którego mogę pragnąć. Ta historia, a raczej jej główny bohater daje mi masę powodów by sądzić, że nie oszalałam. Dręczy mnie niewiedza, czy wszystko jest skutkiem niezaprzeczalnych podobieństw, czy to oryginalny i zupełnie nowy zryw.
Nie potrafię przez to ufać samej sobie, mierzi mnie dziwne poczucie, że od naszego pierwszego spotkania, każde kolejne zwiastowało to co się wydarzył. A także to, że podskórnie przeczuwam wiele kolejnych epizodów jakie mogą się jeszcze zdarzyć.

Mimo mnogości bliskich ludzi dookoła nie potrafię nikomu wyznać, że ktoś poruszył we mnie tę strunę, że drżę w niespokojnym oczekiwaniu, że w głowie ułożyłam kilka nieprawdopodobnych scenariuszy.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*