207

Obezwładniam się. Mam na sobie zapach mężczyzny i jego brak obok, mimo że czuję jak rozdziera mnie potrzeba tej jego obecności.
Pachnę nie tym kim powinnam. Nozdrza dyktują myślom prym, przywiodłam samą siebie w meandry wątpliwości.

Kolejny raz rozdrapuję podobieństwa. Unikalność linii papilarnych jest niewystarczająca, śmiałość i uległość mnie nie przekonują.
Trwożę się, bo znów nie potrafię wizualizować sobie przyszłości odleglejszej niż najbliższy miesiąc. Nierealnymi wydają się być wspólne wakacje, czy choćby rychłe walentynki. Czuję pod skórą, że nie jesteśmy dobrze skrojeni, a codzienność mi o tym przypomina. Nie chcę przymusowego szlifowania krawędzi naszych osobowości, nie chcę pasować na wcisk.
Tymczasem widzę, że masa spraw wymaga kompromisów, że nie ma kwestii jednoznacznych, a ja jestem przecież za międzyludzkim liberalizmem, bez przymuszeń. Niestety, ta wolność nie zgrywa się z moimi pragnieniami i tylko upór byłby w stanie zdziałać cokolwiek w tej materii.
Dostrzegam braki w zbieżnościach i zbieżności tam gdzie nie powinno ich być.

A jednak chwilami z lubością upchnęłabym granice własnego jestestwa, do kształtu który odpowie realiom. Zdarza się też, że nienawidzę tego braku jednoznaczności i pewności jakim nacechowany jest ten rozdział. Ileż bym dała by współistnienie było dla nas łatwiejsze..
Czy jestem zazdrosna gdy pragnę szczęścia większego niż posiadane?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*