208

Nie jesteśmy dla siebie stworzeni.
Nie oszukiwałam się, że tak jest, ale jakoś teraz czuję się tym faktem przytłoczona. Nie cieszę się. Rozmijamy się we wzajemnych oczekiwaniach, jesteśmy ze sobą byle jak, rozmowy mamy sklecone naprędce z garści codziennych trosk. I nawet czuję, że kocham jakoś niedbale.
Tylko ciepło jest jak spod igły. tylko czułość realnie potrafię oceniać.
Coraz więcej mam w sobie z ludzi, których potępiałam. Mierzi mnie własna pycha, poraża zachłanność z jaką wyglądam ostateczności. Inne imię tej relacji odbija się głucho w mojej głowie. Tylko w odosobnieniu przeraża mnie to tak bardzo, z każdym wejrzeniem indukuję zaprzeczenia własnych hipotez.
Budzę się myśląc, że samotny sen był niekompletny, że poranki są przykre, a pościel zbyt chłodna. A mimo to cierpię z niedoboru pewności i wzdrygam się na myśl, że niedosyt mi szkła tęczówki.
Przewlekłe podrażnienie, nie komplementarność, z którą nie bardzo wiem co mogłabym zrobić.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*