211

Moi mili się o mnie martwią. Nie wiem czy potrzebuję tej troski, jestem jednak w stanie  docenić i ją, i fakt, że choć w części mogę się wygadać. Nie wiem czy jest to jednak w stanie pomóc mi w jakikolwiek sposób w dźwignięciu się na nogi.
Napotykam jedynie potakujące kiwanie głową, zrozumienie lub jego brak i frazesy – że będzie dobrze, że potrzeba mi czasu  No bo jak inaczej reagować na moje rewelacje;  na wyznania, że trawią mnie psychosomatyczne bolączki, bo nie potrafię przestać o nim myśleć, obawiam się łzawienia w autobusie, a serce mi staje gdy tylko dostaję smsa.
Mam jeszcze strzępek nadziei, bo nie przyznał się wprost, że jesteśmy skończeni.
Jest nieznaczący w porównaniu do pewności, że poniesie go duma.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*