213

Impuls. Jak dla mnie to takie pozornie nieistotne tąpnięcie – coś nagle wzburzyło tą stateczną strunę, coś zakołatało. Bielmo wypadło z oczodołu i teraz tylko piasek kłuje w powieki.

Czemu nie zrealizowałam planu?

Dlaczego nie poszłam w kierunku, który obrałam tak by nadawał sens reszcie moich dni?

Spróbuję. Będę próbować z całych sił, potrzebuję udowodnić sobie, że dam radę.
Nawet ciężko okreslić mi co czuję, ale to cholernie silne. To wiatr w moich żaglach. Zyskałam pewność, że jeżeli nie spróbuję,  będę tego żałować przez długie lata.
Mam furtkę bezpieczeństwa – mam poczucie, że posiadam wybór. To mnie zawsze uspokaja, koi zlęknione serce, ta świadomość bezpiecznej przystani, która gdzieś tam jest i na mnie czeka.
Podjęcie decyzji sprawia radość, którą mam ochotę się z kimś podzielić. Potrzebuję komuś o tym powiedzieć, chciałabym by ktoś we mnie uwierzył. Wiem kto byłby odpowiedni, na tyle mi bliski, a jednocześnie odległy by przyjąć to na sucho, by nie ocenić zbyt pochopnie, by nie przejawiać ani entuzjazmu, ani sceptycyzmu.

Mam masę obaw. Boję się gigantycznego zawodu, bo to przecież ryzykowna gra, w której już teraz niewiele ode mnie zależy. Mimo wszystko bardzo chcę się sprawdzić – chcę w razie porażki wziąć ją na klatę, podwinąć ogon i pokornie spróbować raz jeszcze.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*