215

Mimowolnie jedna słabość ugodziła mnie dość głęboko, a przez bolesną szramę na światło dzienne wydostały się inne. Zniewolona jestem przez te własne ułomności, słabości są zbyt mocne, tak paradoksalnie.
Najdotkliwsza z nich powraca co noc. Niecodzienne senne widzenia poparte tęsknotą. Czy to człowieka wyglądam tak zażarcie? Czy to tylko poklasku i uwagi mi potrzeba?

Rozkładam scenariusze na części pierwsze. Grzebię w archiwach i dorzucam do nich kolejne niespełnione konspekty. Wzdrygam się na myśl o pewnym epizodach i z dziwnie mi z tego powodu. Toć to nic nieodpowiedniego, w całej ciągłości czyny mieszczą się w kanonach normalności.
Coraz częściej myślę, że to jedynie moje postrzeganie wymaga jakiejś poprawki. Tylko kto tak wprost mógłby wytknąć mi błędy, pokazać ich przyczyny i poradzić jak wyzbyć się przyćmionego obrazu rzeczywistości?

Akceptuję pomału przypadłość odkrytą, lub też zaledwie nazwaną kilka dni temu. Perfekcjonizm.
Zaprzeczam mu, choć widzę w nim nieco słuszności, nie lubię przegrywać, być słabą, nie lubię gdy ktoś widzi moje porażki. Lubię pochwały, gdy zyskuję poczucie, że posiadam jakąś wartość.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*