219

Nawet nie wiem jak powinnam podsumować wczorajszą noc. Zjawił się z przypadku, naznaczyłam jego nadejście sporą dozą obaw. Teraz cieszę się, że udało nam się w końcu porozmawiać.
To było oszałamiające, dawka szczerości, której potrzebowałam.
Kocha mnie, przeprasza, tęskni, żałuje, niczego nie oczekuje, choć ma nadzieję.

Wyłapywałam jego spojrzenia od samego początku,  gdy tylko myślał, że go nie widzę. I dzięki temu wiedziałam, że nie rozminiemy się tej nocy.
Początek tej rozmowy rozpuścił się w alkoholu. Nieistotne, gwoździe programu pozostają mimo to krystalicznie oczywiste.
Przytulił uprzednio przeprosiwszy za to co miał zamiar zrobić. Próbował złapać za dłoń.
Przeprosił za wszystko, za krzywdę, za to że jest idiotą, że wszystko zepsuł. Bo się bał – odpowiedzialności, tego, że mnie skrzywdzi, tego że byliśmy ze sobą na poważnie. Opowiadał mi o tym jak ciężką decyzją było nasze rozstanie, o tym jak to przeżył, a nie przeżył zbyt dobrze. Wyznał, że wciąż mnie kocha, a ja na dźwięk tych słów nawet nie drgnęłam. Nie chce o nic prosić, uważa że nie ma do tego prawa. I po trosze ma rację.
Chciałby mnie z powrotem. Bo byłam dla niego tym jasnym punktem w ciemnym życiowym tunelu w jakim się znajduje. Bo mnie potrzebuje, kogoś kto by go ułożył i podał rękę gdy pod nogi wpadnie mu kolejna kłoda.
Byliśmy na spacerze, złapał mnie za rękę i nic w związku z tym nie poczułam. Ale gdy jeszcze przed tym mnie przytulił poczułam, że dobrze rozpłynąć się w uścisku, że fajnie byłoby wrócić do tego co mieliśmy. Ale nie potrafię, nie umiem do niego wrócić nie czując tego co w takiej sytuacji powinnam. Nie umiałabym skrzywdzić niewinnego człowieka idąc na łatwiznę z ochoty na uratowanie kogoś innego przed jego własnym demonem.

Tęskniłam za nim. Za obcowaniem z tym człowiekiem. Nadal mi na nim zależy, nadal jest dla mnie ważny i zawsze będzie, jako istotny element mojego życia. Będę stać po jego stronie, zawsze będę, ale nie zrobię tego w roli w jakiej chciałby mnie widzieć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*