227

Jako nastolatka pełna fikcyjnych ideałów wykreowałam ramy czasowe dla punktów zwrotnych mojego życia. Założyłam sobie, że będę chciała wcześnie zostać matką, że 22 lata to świetny wiek, by pojawiło się pierwsze dziecko. Nie brałam wtedy pod uwagę, że coś może pójść nie tak. Bo skoro milionom ludzi się udaje, tworzą związki i budują nowe komórki społeczne, to czemu mnie ma się to nie udać? Przecież jestem przeciętna, zgodnie z rozkładem prostym mam gigantyczne wręcz szanse na życiowy sukces, uwicie gniazda i bujanie w ramionach osesków ubranych w śpioszki w króliczki. Przecież jestem naocznym świadkiem tego, że innym się udaje, że moje koleżanki i masa rówieśniczek zmieniają nazwiska, planują podróże poślubne i meblują dziecięce pokoiki.

Tymczasem ja – dwudziestodwulatka – mam za sobą dwa nieudane, szczęśliwe-przez-chwilę związki, w których brakło choć iluzorycznej wizji świętowania wspólnych rocznic. Mam w bagażu doświadczeń kilka nieskończonych historii, zgliszcza mostów, migawki własnych uśmiechów i wspomnienia, na myśl o których zaciskam zęby. Dwudziestodwuletnia ja nie mam już oczekiwań, spotulniałam, realizuję siebie, a nie swoje fantazje. Czasem tylko oglądam się na boki i obawiam, że zakrzepnę na zawsze w pozycji jedynie widza.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*