229

Głód chaosu.
Najgorsza z moich bolączek coraz częściej daje o sobie znać. Melancholia jesieni mnie jakoś rozczula. To taki specyficzny czas, szczególnie romantyczny. Przedsionek zimy i te krótkie ponure dni paradoksalnie są bardzo ciepłe, miękkie i przytulne.
To czas gdy jestem dla siebie najprzychylniejsza. Przeszłość pokazuje, że właśnie jesienią najczęściej wplątuję się w różne zamieszki.

Trapi mnie rozczarowanie tym co się w moim życiu wydarzyło do tej pory.
Trapi mnie obawa, że nie zawierzę, że nie będę w stanie poddać się uczuciu.
Trapi mnie co bym zrobiła w razie W. Czy zaczęłabym udawać, że niczego nie widzę, nie zauważyłam i skończyła wszystko krótkim policzkiem zanim dałabym temu szansę na jakikolwiek początek. Czy może lgnęłabym do ognia jak ćma, pozwalając sobie na to, by znów samodzielnie zamotać się pierwszej lepszej pajęczynie.

Mam ochotę opowiedzieć komuś o tych rozczarowaniach. O myślach przesyconych lękiem, o ludziach, którzy na różnych etapach życia mnie fascynowali i na chwilę stawali się dość istotnym elementem układanki zwanej codziennością. Mam ochotę walić pięściami w stół z rozgoryczenia, że tak wiele miałam w życiu zaledwie epizodów.
I czasem tęsknię za tym co było 365 dni temu.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*