232

Śniłam błogość, spokój, bezpieczeństwo. Śniłam i uczepiłam się tego snu, rąbek czarnego swetra powraca przed moje oczy, mimo iż doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinien, że ja nie powinnam na to pozwolić.
Po drugie; po wtóre staram się przekonać samą siebie, że znalazłam to czego szukałam, bo tym razem słowa układają się w gładką całość, bo jest w nich dojrzałość i roztropność.
A coś mnie jednak powstrzymuje, jakby to wciąż było za mało, jakbym zawsze musiała zetrzeć się z jakimś brakiem.
Zbyt intensywne są te wszystkie przeżycia, zbyt dużo bodźców dociera do mnie jednocześnie ze zbyt wielu kierunków. Jest mi trochę przykro, że już nie jestem do niczego potrzebna, jest mi trochę smutno bo czasoprzestrzeń się jakby skurczyła. I mam przeczucie, dziwne przeczucie na wpół z pewnością.
I mam obawy, ileż mogę w sobie mieć jeszcze lęków nienazwanych, tęsknot nieuświadomionych i braków niewypełnialnych.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*