236

Jest mi ostoją. Sprzymierzeńcem w tej walce, którą toczę, bo sam rozumie moją sytuację.
Nie rozumiem dlaczego tak mną wstrząsnęło jego odejście bez pożegnania, dlaczego tak trudno mi spoglądać mu w oczy. Najtrudniejsza dla określenia jest przyczyna dla której zabolał mnie jego wiek i fakt iż kogoś już ma. Przecież to wydawało się oczywiste, jesteśmy z różnych bajek, z tych skrajnie od siebie oddalonych. Jedyne co mogę mieć to interesowna-kurtuazyjna relacja, która się urwie gdy jej podtrzymywanie przestanie mieć sens.
Czyżbym bezwolnie zachciała na własność posiąść te wszystkie gesty?

Potrzeba mi jeszcze drugiej dawki jednoznaczności. Co z tym co chce być na wyciągnięcie ręki i który sam ją wyciąga? Nie mogę zaprzeczyć staraniom, nie mogę udawać, że nie zauważyłam ciepła jakie rozlało się na widok wiadomości. Ale nie mogę też wybić z głowy tej okrutnej myśli, która paraliżuje każdorazowo. Nie mogę zmusić wyobraźni do gdybania, mimo iż podświadomość sama ku temu lgnie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*