243

Nieswojo mi w moim życiu. Kłopotliwie przez miłość skierowaną w moją stronę.
Po raz kolejny zostałam zaskoczona, tym razem bukietem wielkich różowych róż. Pierwszy w moim życiu bukiet podarowany mi od mężczyzny innego niż ojciec i dziadek.
Jest piękny, jest miłym gestem. Tylko koli mnie ogrom znaczenia jakie ze sobą niesie.
Biorąc go w dłonie myślałam, że jest przejawem zaangażowania, wspomnianym zadośćuczynieniem za walentynki, że dzień kobiet.
Tymczasem to miłość, wyznanie po trzech spotkaniach, to ochota na dzielenie życia.

Drżałam, gdy trzymał moją dłoń mówiąc, że mnie kocha. Zamarłam gdy mówił, że chce byśmy byli razem. Absolutnie odebrało mi mowę. Bo to niedorzeczne, bo niemal nic o mnie nie wie więc nie może mnie kochać. Być może zaprzątam jego myśli tak jak i on czasem zajmuje moje, być może jestem mu miła dla oka, prawdopodobnie lubi przy mnie pić kawę.
Ale to wciąż za daleko do miłości, uczucia te można zbyć w chwilę, rozegnać machnięciem ręki i dłuższym milczeniem.
Poruszył mnie. Bo patrzyłam w szare oczy pełne szczęścia i chciałam ucałować usta znajdujące się pod nimi, bo chciałam mu obiecać że wszystko będzie dobrze, bo paliło mnie od środka, że muszę mu na głowę wylać kubeł zimnej wody. Zatrzęsły mi się nogi, zrobiło się niepewnie, zalałam się wątpliwością czy na milion procent chcę w moim życiu właśnie jego. Jak mogłam pozwolić sobie na to by uczynić go kimś ważnym skoro wiem, że nie chcę go teraz, nie tak radykalnie, nie tak szybko i niespodziewanie?

Ściana pod którą mnie postawił jest wysoka i zimna. Mam ochotę walić w nią pięściami bo kolejny raz znajomość wkracza na szyny, po których nie chcę jej prowadzić. Nie chcę powtarzać znanych już historii, nie chcę by obiecywano mi wieczność, która kończy się rychlej niż przewiduję w najgorszych snach. Niekomfortowo mi przez to w moim życiu.
Po wtóre zawieszam się ze wzrokiem w nieznanym punkcie i myślę o tym co powinnam, czego chcę i jak grać dalej w tę grę tak aby nie zranić.
Tymczasem na głowę spadają mi kolejne niespodzianki – wesele, a ja pospiesznie bez zawahania się zgodziłam czego teraz odrobinę żałuję.

A potem – na koniec – przyszedł strach. Przytłaczająca obawa, że zostanę osaczona, zmanipulowana, podtopiona miłością, w której nie potrafię się odnaleźć. Piedestał, na którym mnie postawił jest kłopotliwy, to miłe być dla kogoś ważnym, a jednocześnie to  cholernie trudne gdy wzajemność kryje się w cieniu wielkiego znaku zapytania.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*