245

Stało się.
Na wieść o tym popłynęły mi łzy mimo iż zdawało się być pewnym, że to nastąpi.
W chwilę po tym najpilniejszą potrzebą stało się przytulenie go.
Jest mi tak koszmarnie przykro, że go to spotkało, że zawiodła jego gorliwa nadzieja.
Jest mi tym bardziej źle przez tą cholerną myśl, która na chwilę zburzyła spokój tętna i przez ten sen zwiastujący ocean łez.

Od niemal doby moje myśli są wciąż blisko niego. Czuję znajomą, dawno niewidzianą czerń, czuję ciarki rozlane po plecach. Boję się o niego, zarówno z przyczyn racjonalnych, jak i przez podskórny lęk. Rzuciłabym teraz wszystko by przy nim być.
Tego właśnie teraz najbardziej pragnę – opiekować się nim, ukoić ból, trzymać za rękę gdy będzie drżała. Czy to nie to właśnie zwane jest miłością?
Nie pragnę przecież, by To on był przy mnie i o mnie dbał, to ja chcę być dla niego.
Trwoży mnie to uczucie, bo nie potrafię jednoznacznie utwierdzić się w przekonaniu, że to nie przez pobłażliwość na jaką zasłużył, nie chcę pomylić współczucia z miłością.

A jednak jeszcze tego samego dnia gotowa byłam przyznać, że tęsknię. Jeszcze w niedzielę starałam się przelać myśli w słowa ubolewając nad małością czasu jaki mieliśmy.

Sama też potrzebuję czasu by uspokoić harmider jaki noszę w głowie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*