252

Niesamowicie wątła była pewność siebie, która przez chwilę posiadałam.
Kruszeje. Mimo chwil gdy czuję, że wyglądam dobrze.
Mimo paru skrawków koronek, o których nabycie nigdy bym się nie podejrzewała.
To jakoś mnie boli. To nastawienie, ta frustracja związana z brakiem jego osoby.
Boli mnie patrzenie w lustro. Bolą mnie słowa podszyte wątpliwościami.
I będą mnie te myśli powstrzymywać, będą pod skórą paliły w najgorszych możliwych momentach, będą wypełzać tuż przed oczy wtedy gdy najbardziej nie będę ich chciała.
Najboleśniejsza jest dziś myśl, że jestem po prostu kobietą, że pobudki dla jego gestów nie wynikają z poprawnych motywów.
Nienawidzę siebie coraz mocniej. Nienawidzę za bezmyślność, za zamieszanie jakie sama sobie czynię, za wszelkie krzywdy jakie jeszcze mu wyrządzę.
Ale najmocniej nienawidzę siebie za to, że przez mieszankę durnego strachu, wszystkich największych negatywów, doświadczeń, wspomnień i całego syfu jaki w sobie noszę, że  przez to go odtrącę wybierając stateczne lęki i jednostajną pustkę zamiast przebywania u boku człowieka, którego kocham i który już do tej pory pokazał mi tyle odcieni szczęścia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*