255

Nie mogę się oprzeć by nie mówić o tym jak bezsprzecznie pięknie wszystko się na mojej drodze układa. Jak ogromnie pragnę ziścić wszystkie plany i pozwolić aby wydarzył się ten zapowiadany dzień, jak bardzo chcę by był, a nie bywał. By wziął w ryzy moje życie, by pomógł mi kwitnąć.
Nie mogę zaprzeczać własnemu szczęściu. Wszystko co kiedyś wydawało mi się niedorzeczne dziś jest moją rzeczywistością. Nerwowe niegdyś gesty stały się naturalne.
Pokazał mi do tej pory tyle różnych odcieni szczęścia, tak jakby był w moim życiu od zawsze. Zabiera mnie w miejsca, w których nie byłam, obiecuje mi rzeczy, które wydają się nieprawdopodobne.
Kocham go, ufam mu, chcę uszczęśliwiać. I nie potrafię go zasmucać. Nie umiem niszczyć wilgotnego błysku źrenicy i zasnuwać ich smutkiem. Nic nie rani mnie bardziej niż ich widok.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*