262

Nic nie boli mnie ostatnio tak jak bezsilność.
Niemoc wobec tego co mnie spotyka, a co jest tak zdumiewające i nieprawdopodobne.
Najboleśniejsza jest jednak niemożność bycia blisko Niego, wtedy gdy tego potrzebuję. Nie zliczę już sytuacji, w których zaciskałam pięści ze złości, że jest zbyt daleko, tak wiele było już chwil, gdy dławiły mnie łzy i jedyne czego pragnęłam to zatonąć w uścisku i załzawić mu cały tors. Ileż razy w tramwaju wyobrażałam sobie, że wrócę po tym całym dniu do domu, w którym to On otworzy mi drzwi, powita całusem w czoło i szybko umieści w mych dłoniach ciepłą herbatę. Potrzebuję czegoś więcej niż tysięcy liter wystukiwanych na klawiaturach, godzin wideorozmów i krótkich weekendów, gdy mam okazję budzić się w Jego pobliżu.
Nie pragnę już niczego poza byciem razem, poza wspólnym rozpoczynaniem i kończeniem każdego dnia.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*