263

W chwili gdy do moich uszu dociera lekkie gitarowe brzdękanie, gdy koło mnie paruje kawa, a pokój wypełnia wilgotny zapach woskowych róż i schnącego prania czuję w moim sercu kroplę wątpliwości.
Mija dziś rok odkąd wyznał mi miłość. W mojej głowie majaczą prawdopodobnie irracjonalne myśli, zawzięcie plączą mi się pytania, których nie powinnam zadawać.
W jego odczuciu są zapewne retoryczne i mogłyby wywołać jedynie grymas niezadowolenia i rozczarowania.
Po wtóre – pierwszy raz od dawna – zastanawiam się czy jestem wystarczająco dobra, wystarczająco interesująca, ambitna, atrakcyjna. Czy można mi zaliczyć wszystkie niezbędne atrybuty. Czy nie jestem denerwująca, czy nie wymagam zbyt wiele, czy nie jestem czynnikiem zmuszającym do wyrzeczeń, czy nie biadolę, czy nie osaczam i nie roszczę sobie praw do stu procent uwagi.
Jedyną odpowiedzią jakiej mogę się spodziewać jest gniewne zaprzeczenie, któremu ciężko byłoby zawierzyć. Prawdopodobny ciąg zdarzeń przewiduje przewrócenie oczami, ciężkie wzdychnięcie i pouczenie rozpoczęte od „kochanie..”, monolog naszpikowany miłosnymi frazesami, które już słyszałam. Rozpętałabym burzę między nami, a to ostatnie czego bym chciała.
A więc się skulę, zawinę w sobie i spróbuję stawić czoła pytaniom, które bolą moje ego.
A może nieobecność spojrzenia i wilgoć źrenicy pokuszą go o zapytanie co tak absorbująco drąży moją głowę?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogólna. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*